DeFi bez decentralizacji

EBC wskazuje, że w DeFi władza skupia się w rękach nielicznych, co utrudnia regulacje i podważa ideę decentralizacji.

DeFi bez decentralizacji

Europejski Bank Centralny sprawdził, jak naprawdę działa zarządzanie w popularnych projektach DeFi. Wnioski są dość proste: choć mówi się o decentralizacji, w praktyce władza często jest skupiona w rękach niewielkiej grupy.

Badanie objęło cztery projekty: Aave, MakerDAO, Ampleforth i Uniswap. Tokeny zarządzania są rozproszone między tysiące użytkowników, ale najwięksi gracze mają ogromny wpływ. W każdym z tych projektów 100 największych posiadaczy kontroluje ponad 80% tokenów.

Część tych tokenów należy do samych projektów lub do giełd. Największym zidentyfikowanym podmiotem była Binance. To utrudnia ustalenie, kto faktycznie podejmuje decyzje.

W praktyce głosują głównie delegaci, czyli osoby, którym inni przekazali swoje prawa głosu. W Ampleforth 20 największych osób kontroluje aż 96% głosów, w MakerDAO 10 osób ma 66%, a w Uniswap 18 osób odpowiada za 52%. Co ciekawe, około jedna trzecia z nich jest anonimowa.

To pokazuje, że mimo idei decentralizacji, decyzje podejmuje wąska grupa. Szczególnie na początku rozwoju projektów wpływ kilku osób może być bardzo duży.

Pojawia się też problem odpowiedzialności. Wiele decyzji dotyczy ryzyka działania protokołów, ale z publicznych danych nie da się sprawdzić, kto dokładnie za nimi stoi. Nie wiadomo też, czy giełdy głosują za siebie czy za swoich klientów.

Autorzy zaznaczają, że badanie nie obejmuje całego rynku i nie jest oficjalnym stanowiskiem EBC. Mimo to wnioski są jasne: trudno ustalić, kto kontroluje DeFi, a to może utrudnić wprowadzanie regulacji takich jak MiCA.

Share