Na Wschodzie bez zmian. Co dalej z Zondacrypto?
Na Wschodzie bez zmian. Tysiące ofiar Zondacrypto czekają na sprawiedliwość, a śledztwo nadal trwa.
Kolejna wielka afera finansowa. Kolejne tysiące ludzi, którzy z dnia na dzień stracili dostęp do swoich pieniędzy. Kolejne śledztwo, które zapowiada się na długie lata. I kolejny raz można odnieść wrażenie, że czas działa przede wszystkim na korzyść tych, którzy za całą sytuację mogą odpowiadać.
Historia Zondacrypto to nie tylko problemy z wypłatami środków klientów, ale również tajemnicze zniknięcie prezesa spółki. Gdy użytkownicy zaczęli zgłaszać trudności z dostępem do swoich pieniędzy, początkowo tłumaczono je przejściowymi problemami technicznymi. Szybko jednak okazało się, że sytuacja jest znacznie poważniejsza i przerodziła się w jeden z największych kryzysów na polskim rynku kryptowalut. W tym samym czasie prezes spółki przestał pojawiać się publicznie, a w mediach zaczęły pojawiać się doniesienia, że mógł wyjechać do Izraela. Informacje te nigdy nie zostały oficjalnie potwierdzone, co tylko spotęgowało atmosferę niepewności wokół całej sprawy. Kolejne dni przynosiły informacje o problemach z płynnością, masowych zwolnieniach oraz pytaniach dotyczących rzeczywistych rezerw giełdy. W tle od lat pozostaje również zaginięcie założyciela projektu, Sylwestra Suszka, którego okoliczności do dziś budzą wiele pytań.
Dziś, wiele miesięcy później, najbardziej konkretną odpowiedzią państwa pozostaje... śledztwo.
Owszem, prokuratura informuje o kolejnych czynnościach. Zabezpieczono setki terabajtów danych, przesłuchano świadków i pokrzywdzonych, powołano międzynarodowy zespół śledczy z Estonią, prowadzone są działania również z udziałem organów z innych państw. Liczba zawiadomień przekroczyła już 3600. To pokazuje skalę pracy wykonywanej przez śledczych.
Jednak z perspektywy zwykłego człowieka najważniejsze pytanie pozostaje bez odpowiedzi: kiedy poszkodowani odzyskają swoje pieniądze?
Dla tysięcy rodzin każdy kolejny miesiąc oznacza zamrożone oszczędności, utracone poczucie bezpieczeństwa i coraz mniejszą nadzieję na pozytywne zakończenie sprawy. Wielu ekspertów otwarcie przyznaje, że nawet skuteczne zakończenie postępowania karnego nie musi oznaczać odzyskania środków, jeśli majątek został wcześniej wyprowadzony.
W próżni pojawia się kolejny biznes – kancelarie prawne. Oczywiście nie wszystkie działają nieuczciwie i wiele z nich rzeczywiście pomaga poszkodowanym. Nie zmienia to jednak faktu, że wokół każdej dużej afery wyrasta rynek usług oferujących nadzieję na odzyskanie pieniędzy, często za wysokie wynagrodzenie pobierane od ludzi, którzy już raz zostali pokrzywdzeni.
Cała sprawa pokazuje również znacznie szerszy problem funkcjonowania państwa.
Drobny przedsiębiorca doskonale wie, jak sprawnie potrafią działać urzędy skarbowe. Kontrole, decyzje administracyjne, kary nakładane praktycznie od ręki – tutaj aparat państwa funkcjonuje szybko i skutecznie.
Tymczasem gdy dochodzi do afer obejmujących setki milionów złotych i tysiące poszkodowanych, wszystko nagle staje się niezwykle skomplikowane. Rozpoczynają się wieloletnie śledztwa, międzynarodowa pomoc prawna, analizy i kolejne komunikaty o wykonywanych czynnościach. Ostateczne rozstrzygnięcia często zapadają dopiero po wielu latach – o ile w ogóle zapadają.
Nie jest to zarzut wobec konkretnych śledczych prowadzących postępowanie. Tak rozbudowane sprawy rzeczywiście wymagają czasu i współpracy międzynarodowej. Pytanie brzmi jednak, czy państwo posiada dziś narzędzia pozwalające reagować wystarczająco szybko, zanim pieniądze znikną bezpowrotnie.
Bo dla poszkodowanych każdy dzień zwłoki oznacza jedno – kolejne oddalenie się od szansy na odzyskanie własnych oszczędności.
I właśnie dlatego można odnieść wrażenie, że w Polsce wielkie afery zbyt często kończą się podobnym scenariuszem: głośny początek, tysiące ofiar, wieloletnie śledztwo i cisza.
Na Wschodzie bez zmian.
Obserwuj nas na: