Kto doprowadził do upadku polskiego górnictwa?

Kto doprowadził do upadku polskiego górnictwa? Historia JSW, w której winnych wciąż nie ma

Kto doprowadził do upadku polskiego górnictwa?

Jeszcze kilkanaście lat temu Jastrzębska Spółka Węglowa była przedstawiana jako narodowy czempion. Największy producent wysokiej jakości węgla koksowego w Unii Europejskiej, spółka strategiczna dla hutnictwa i przemysłu stalowego. Powstała w 1993 roku i przez lata była symbolem gospodarczej siły Śląska. Dziś coraz częściej mówi się o niej jako o firmie walczącej o przetrwanie.

Historia JSW pokazuje wszystkie problemy, które od dekad trawią polskie górnictwo. Polityczne nominacje, niekończące się konflikty między zarządami i związkami zawodowymi, kosztowne przywileje, przerost administracji oraz brak długoterminowej strategii. Do tego dochodzą kolejne afery opisywane przez media i działania służb badających nieprawidłowości w spółkach związanych z sektorem.

W samym JSW przez lata funkcjonowało ponad 80 organizacji związkowych. Według krytyków tak rozbudowany system utrudniał podejmowanie trudnych decyzji i reform. Zwolennicy odpowiadają, że związki broniły miejsc pracy i praw pracowników. Prawda zapewne leży gdzieś pośrodku.

Od lat pojawiają się również zarzuty dotyczące nepotyzmu. W środowisku górniczym często można usłyszeć opinie o zatrudnianiu rodzin, znajomych oraz osobach powiązanych z lokalnymi układami. Podobne głosy dotyczą firm współpracujących z kopalniami. Trzeba jednak jasno zaznaczyć, że takie zarzuty bardzo trudno udowodnić. W wielu przypadkach pozostają one jedynie elementem górniczych rozmów i spekulacji. Nie zmienia to faktu, że temat wraca regularnie od wielu lat i jest częścią szerszej dyskusji o funkcjonowaniu państwowych gigantów.

Tymczasem świat zaczyna ponownie patrzeć na węgiel w zupełnie inny sposób. Jak pisaliśmy wcześniej, Donald Trump zapowiedział program wsparcia amerykańskiego sektora wydobywczego liczony w setkach milionów dolarów. Według zapowiedzi na rozwój górnictwa i infrastruktury związanej z wydobyciem może trafić ponad 700 mln dolarów. Celem jest utrzymanie konkurencyjności wobec Chin, które od lat bez większych ograniczeń wykorzystują własne zasoby surowcowe i budują przewagę przemysłową.

W Polsce sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Mimo że węgiel koksowy został uznany przez Unię Europejską za surowiec krytyczny, JSW w 2026 roku nadal znajduje się w bardzo trudnym położeniu finansowym. Spółka wdraża programy oszczędnościowe, planuje odejścia pracowników i szuka dodatkowego finansowania. Jednocześnie oferowane są wysokie odprawy sięgające 170 tys. zł dla części odchodzących pracowników. Trudno nie zadać pytania, jak doszło do sytuacji, w której firma posiadająca jedne z najcenniejszych złóż w Europie walczy dziś o stabilność finansową.

Jeszcze trudniej wskazać jednego winnego. Odpowiedzialność rozkłada się na wiele lat i wiele środowisk. Kolejne rządy, zarządy, rady nadzorcze, związki zawodowe, polityków oraz sam system, który przez lata pozwalał odkładać problemy na później.

Stawka jest ogromna. Grupa JSW zatrudnia ponad 32 tysiące pracowników, a sama spółka ponad 21 tysięcy. To jeden z największych pracodawców na Śląsku. Ewentualny upadek lub głęboka restrukturyzacja oznaczałyby nie tylko tysiące utraconych miejsc pracy, ale również problemy dla setek firm współpracujących z kopalniami, spadek poziomu życia wielu rodzin i poważny cios dla całego regionu. To właśnie dlatego kolejne rządy od lat unikają najbardziej radykalnych decyzji.

Przez dekady wszyscy traktowali górnictwo jak niewyczerpane źródło pieniędzy. Politycy szukali głosów, związki walczyły o kolejne przywileje, zarządy realizowały własne strategie, a administracja rosła. Problem w tym, że dojna krowa jest dziś znacznie chudsza niż kiedyś.

Czy JSW uda się wyjść na prostą? Tego nie wie dziś nikt. Najbliższe lata pokażą, czy spółka pozostanie europejskim liderem węgla koksowego, czy też stanie się kolejnym symbolem niewykorzystanej szansy polskiej gospodarki.

Obserwuj nas na:

Share