Jeffrey Epstein i Bitcoin
Jeffrey Epstein, Bitcoin i służby specjalne – historia faktów, domysłów i teorii, które dziś znów wracają
Jeffrey Epstein przez lata prowadził podwójne życie, balansując pomiędzy globalnymi elitami finansowymi, politycznymi i naukowymi, a jednocześnie ukrywając działalność przestępczą, która ostatecznie doprowadziła do jego upadku. Był finansistą doradzającym miliarderom, człowiekiem o niezwykłych wpływach i dostępie do ludzi, których zwykły obywatel znał jedynie z okładek gazet. Jednocześnie przez lata prowadził siatkę wykorzystywania nieletnich – co w końcu zostało ujawnione przez policję, FBI i prokuraturę.
Epstein posiadał prywatną wyspę Little Saint James na Wyspach Dziewiczych USA. Według zeznań świadków i akt sądowych, to właśnie tam miały odbywać się spotkania z udziałem nieletnich dziewcząt i jego bogatych gości. Mimo że wielu z nich zaprzecza, aby miało to jakikolwiek związek z przestępstwami, sam fakt, że do posiadłości Epsteina latali politycy, naukowcy, aktorzy i miliarderzy, rozpala wyobraźnię opinii publicznej do dziś.
W 2019 roku Epstein został aresztowany przez prokuraturę federalną pod zarzutem handlu ludźmi i wykorzystywania nieletnich. Latem tego samego roku znaleziono go martwego w celi nowojorskiego Metropolitan Correctional Center. Oficjalnie: samobójstwo przez powieszenie. Niezliczone błędy w procedurach, brak nadzoru strażników i „przypadkowe” awarie kamer sprawiły jednak, że dla wielu jego śmierć stała się początkiem kolejnej fali pytań, teorii i podejrzeń.
To wszystko stanowi tło, na którym od kilku tygodni powraca zupełnie nowy wątek: rzekome powiązania Epsteina z początkami Bitcoina.
Nowe maile, stare pytania
W 2025 roku komisja nadzoru amerykańskiego Kongresu ujawniła nowe partie korespondencji Epsteina – dokumenty, które dotąd nie były dostępne publicznie. Wśród nich znajdują się maile dotyczące kryptowalut, regulacji finansowych oraz osób ze świata technologii. To właśnie te materiały stały się paliwem dla narracji, że Epstein mógł być jednym z pierwszych inwestorów Bitcoina, a nawet jednym z tych, którzy pośrednio wspierali jego rozwój.
W wiadomościach do swoich współpracowników i znajomych Epstein poruszał temat Bitcoina, odnosząc się do problemów podatkowych i regulacyjnych związanych z kryptowalutami. Wspominał o konieczności stworzenia jasnych zasad raportowania transakcji oraz o rosnącej roli krypto w światowych finansach. Wymieniał się również uwagami z doradcami politycznymi i ekonomicznymi, co sugeruje, że traktował ten temat poważnie – nie jako ciekawostkę, ale jako nowe pole władzy i wpływu.
Najważniejszy wątek dotyczy jednak jego relacji z MIT Media Lab. W latach 2002–2017 Epstein przekazywał tej instytucji znaczne środki finansowe, a to właśnie tam działa Digital Currency Initiative – program, który w tym samym czasie finansował i wspierał kluczowych deweloperów Bitcoin Core. To nie znaczy, że Epstein świadomie „fundował Bitcoina”, lecz że jego darowizny zasilały niszową instytucję, która była jednym z centralnych miejsc technologicznego wsparcia dla rozwoju oprogramowania Bitcoina w jego wczesnej fazie. Wielu komentatorów zaczęło więc sugerować, że jego wpływ – choć pośredni – mógł być istotniejszy, niż się wcześniej wydawało.
Można jednak zauważyć, że żadna z ujawnionych wiadomości nie zawiera konkretów takich jak adresy portfeli Bitcoina, potwierdzenia transakcji czy dowody, że sam osobiście płacił BTC za jakiekolwiek usługi. Nie ma także dokumentów wskazujących, że był tzw. „bitcoinowym wielorybem”. To, co jest pewne, to zainteresowanie, kontakty i finansowanie środowisk zajmujących się wczesnymi kryptowalutami.
MI6, Mossad, CIA – teoria, która nie chce umrzeć
Wokół Epsteina od dawna krążyły teorie, że jego sieć relacji – zwłaszcza lista gości odwiedzających jego wyspę – była elementem większej operacji wywiadowczej, mającej służyć zbieraniu kompromitujących materiałów na ludzi z najwyższych szczebli władzy. W różnych wersjach tej historii Epstein miał działać na rzecz Mossadu, CIA albo brytyjskiego MI6, a jego majątek i wpływy miały rzekomo wynikać nie tylko z działalności finansowej, ale również ze współpracy z tajnymi służbami.
Żadne z tych teorii nigdy nie zostały oficjalnie potwierdzone, ale ich istnienie pokazuje, w jak mroczną symbolikę obrósła postać Epsteina. I właśnie w tym kontekście pojawia się kolejna sugestia — że skoro służby specjalne interesowały się Bitcoinem, a Epstein miał kontakty w tych kręgach, to obie historie mogą się ze sobą łączyć.
Bitcoin: skąd się wziął i dlaczego w ogóle wplątano w to Epsteina?
Bitcoin powstał na przełomie 2008 i 2009 roku. Dokument opisujący jego działanie – tzw. whitepaper – został opublikowany 31 października 2008 roku przez osobę lub grupę ukrywającą się pod pseudonimem Satoshi Nakamoto. Trzy miesiące później, 3 stycznia 2009 roku, uruchomiono sieć i wykopano pierwszy blok – tzw. blok genezy.
Od samego początku nie było jasne, kim jest Satoshi. To jedna z największych tajemnic współczesnej technologii. Niektórzy badacze zwracają uwagę, że Satoshi używał niezwykle precyzyjnego angielskiego, znał zaawansowaną kryptografię i ekonomię, a projekt Bitcoina wyglądał jak dzieło zespołu, a nie jednego człowieka. To doprowadziło do pojawienia się teorii, że Bitcoin mógł być tworzony w ramach projektu badawczego, a nawet przez rządowych kryptologów, np. w NSA czy MI6.
W tym kontekście zaczęto bawić się etymologią pseudonimu „Satoshi Nakamoto”. Mimo że te słowa mają typowe dla japońskiego imienia i nazwiska znaczenia („inteligentny”, „mądry”, „ten ze środka/źródła”), w internecie zaczęto interpretować je kreatywnie – jako rzekome aluzje do „central intelligence”, co oczywiście podsycało wyobraźnię i skłaniało do doszukiwania się powiązań z agencjami wywiadowczymi CIA.
Ale skoro w przestrzeni publicznej zaczęto podejrzewać, że Bitcoin ma „tajemniczych fundatorów”, a Epstein – być może powiązany ze służbami – miał kontakty z ludźmi ze świata krypto i finansował instytucję wspierającą Bitcoin Core, to niektórzy zaczęli kreślić narrację, w której te elementy łączą się w większą całość.
Czy Epstein naprawdę mógł być fundatorem Bitcoina?
Zestawienie tych wszystkich elementów — ogromnych, jak na tamte czasy niemal niezrozumiałych inwestycji ( 850 tysięcy dolarów), kierowanych nie w tradycyjne branże, lecz w projekty badawcze zajmujące się kryptografią i technologiami rozproszonymi, brak jakichkolwiek jawnych portfeli, a jednocześnie wyraźne zainteresowanie tym obszarem — prowadzi do wniosku, że rola Epsteina mogła być znacznie bardziej złożona, niż wynika to z oficjalnych dokumentów. To właśnie ta nieproporcjonalnie duża skala finansowania i fakt, że kierował środki dokładnie tam, gdzie za chwilę miały narodzić się fundamenty współczesnego ekosystemu Bitcoina, sprawiają, że wielu obserwatorów uważa, iż Epstein mógł wiedzieć o przyszłej wartości tego projektu znacznie wcześniej, niż reszta świata. I choć nadal brakuje twardych dowodów, układanka, którą po sobie pozostawił, przypomina raczej świadomie zaplanowaną sieć powiązań, niż przypadkowy zestaw zbiegów okoliczności.
Po co komu Bitcoin? Narodziny teorii o „Beta Test Coin”
Kiedy mowa o Bitcoinie, pojawia się pytanie, które wciąż dzieli komentatorów: komu właściwie miał służyć ten projekt? I to właśnie w tym miejscu zaczyna się jedna z najgłośniejszych teorii spiskowych. Zostawiając na boku wątek Epsteina i jego darowizn dla MIT — instytucji zajmującej się wówczas technologią całkowicie niszową i niezrozumiałą dla większości ludzi z Wall Street — wielu zwolenników alternatywnych interpretacji twierdzi, że Bitcoin od początku mógł być projektem rządowym, a nie oddolną inicjatywą anonimowego kryptografa. Według tej narracji BTC nie jest wcale „Bit-Coinem”, lecz raczej Beta-Test-Coinem: eksperymentem zaprojektowanym po to, aby przetestować zachowania rynkowe, skalowalność kryptowaluty oraz reakcje społeczeństw na cyfrowe aktywa, zanim powstanie właściwy produkt.
W najdalej idącej wersji tej teorii Bitcoin miał posłużyć jako narzędzie, które pozwoli Stanom Zjednoczonym w długim terminie zredukować lub nawet „wyzerować” astronomiczny dług narodowy, poprzez stworzenie nowego, globalnie akceptowanego aktywa, nad którym amerykańskie instytucje mogłyby mieć pośrednią kontrolę lub przynajmniej istotny wpływ. Mechanizm miałby wyglądać prosto: jeśli sam Bitcoin (lub projekt powstały na jego bazie) osiągnie skrajnie wysoką wartość — dzięki kontroli podaży i zaufaniu do algorytmu — USA mogłyby wykorzystać go jako fundament nowego systemu finansowego, korzystając z potężnej kapitalizacji, jaką takie narzędzie mogłoby wygenerować. W tej wizji Bitcoin byłby zatem nie tyle „cyfrowym złotem”, ile eksperymentem służącym do przygotowania gruntów pod kolejny, bardziej scentralizowany projekt, którego prawdziwym celem byłoby ustabilizowanie finansów państwa dzięki sztucznie wykreowanemu, kontrolowanemu zjawisku ekonomicznemu.
To oczywiście jedynie teoria — niepoparta oficjalnymi dokumentami ani rządowymi potwierdzeniami. Jednak jej atrakcyjność polega na tym, że łączy kilka obserwacji: strategiczne zainteresowanie Bitcoinem ze strony instytucji państwowych, rosnącą rolę USA w regulowaniu rynku kryptowalut oraz fakt, że żadna technologia finansowa w historii nie rozprzestrzeniła się tak szybko i nie przyciągnęła tak dużego kapitału w tak krótkim czasie. Dlatego dla wielu osób Bitcoin wcale nie jest rewolucją oddolną — lecz próbą generalną przed właściwym projektem, którego skutki mogłyby zmienić globalną gospodarkę w stopniu trudnym dziś do przewidzenia.
Czytaj również: Otrzymaj bonus- 5 USD w kuponach na trading.
Obserwuj nas na:







