Dług USA bije rekordy

64 biliony dolarów długu i pytania o przyszłość dolara

Prognozy dotyczące finansów publicznych USA stają się coraz bardziej niepokojące. Według najnowszych szacunków w ciągu dekady dług federalny może sięgnąć niemal 64 bilionów dolarów. W relacji do PKB byłby to poziom niewidziany od czasów II wojny światowej.

Biuro Budżetowe Kongresu przewiduje, że deficyt w roku fiskalnym 2026 wyniesie około 1,9 bln dolarów, a do 2036 roku wzrośnie do 3,1 bln. W efekcie dług publiczny ma zwiększyć się z około 101 proc. PKB w 2026 roku do 120 proc. w 2036 roku. Jeszcze bardziej niepokojące są koszty obsługi zadłużenia. W połowie lat 30. roczne wydatki odsetkowe netto mogą sięgnąć 2,1 bln dolarów.

Obecnie całkowite zadłużenie USA wynosi około 38,68 bln dolarów według danych Departamentu Skarbu z 17 lutego. Kluczowe jest jednak to, po jakim koszcie państwo będzie się dalej finansować. Inwestorzy coraz większą uwagę zwracają na tzw. premię terminową, czyli dodatkową rentowność wymaganą za trzymanie długoterminowych obligacji. Jej wzrost podnosi koszty finansowania całej gospodarki.

Sondaż Reutersa z 5–11 lutego wskazuje, że część strategów oczekuje wzrostu rentowności długoterminowych obligacji w 2026 roku. Wskazują oni na utrzymującą się inflację, wysoką podaż długu i niepewność polityczną.

Równolegle słabnie dolar. W ostatnim roku amerykańska waluta straciła ponad 10 proc., notując najsłabszy wynik od 2017 roku. Fundusze inwestycyjne przyjmują najbardziej pesymistyczne nastawienie do dolara od ponad dekady. Mimo to jego udział w globalnych rezerwach pozostaje wysoki i w trzecim kwartale 2025 roku wynosił 56,92 proc., wobec 57,08 proc. kwartał wcześniej. To raczej powolny trend niż gwałtowne odchodzenie od dolara.

Widać natomiast wyraźną dywersyfikację w stronę złota. Banki centralne kupiły w 2025 roku 863 tony kruszcu, co potwierdza utrzymujące się zainteresowanie aktywami materialnymi.

W tym otoczeniu coraz częściej pojawia się argument za Bitcoinem jako zabezpieczeniem przed utratą wartości pieniądza i rosnącą niepewnością fiskalną. Nie musi to oznaczać załamania dolara. Wystarczy wzrost wątpliwości co do stabilności reguł systemu finansowego, by aktywa o ograniczonej podaży zyskiwały na znaczeniu.

Coraz bardziej powszechnym zjawiskiem staje się proces dedolaryzacji, czyli stopniowego odchodzenia od dolara amerykańskiego jako dominującej waluty rezerwowej i rozliczeniowej w handlu międzynarodowym. Coraz więcej państw – zwłaszcza z Azji, Bliskiego Wschodu i krajów rozwijających się – podejmuje próby rozliczeń w walutach lokalnych lub w złocie, ograniczając udział dolara w swoich rezerwach. Taki trend nie jest dobrym sygnałem dla gospodarki Stanów Zjednoczonych, ponieważ globalna dominacja dolara przez dekady wzmacniała pozycję USA, obniżała koszty finansowania długu i zwiększała wpływy geopolityczne. Analityk Bloomberg, Mike McGlone, ostrzega, że brak wyraźnej poprawy sytuacji makroekonomicznej w USA może w skrajnym scenariuszu doprowadzić do recesji porównywalnej, a nawet głębszej niż ta z czasów Wielki Kryzys. W takim otoczeniu rynkowym można spodziewać się gwałtownych spadków zarówno na tradycyjnych giełdach akcji, jak i na rynku kryptowalut, który w warunkach silnej awersji do ryzyka również pozostaje podatny na dynamiczne wyprzedaże.

Share